Blog przeniesiony
Blog przeniesiony na
Karmelek.ownlog.com alias
karmelek.xx.pl i
miyoko-chan.xx.pl
ps. szablon własnej roboty. nie tykać.
Rozdział 3
Rozdział 3 : „Jestem Miyoko.”
- Sasuke, Sakura. – zwróciła się do przyjaciół. – Poznajcie
Miyoko. – powiedziała lekko pchając dziewczynę by zrobiła krok do przodu. – To Sakura i Sasuke.
- Cześć, mam wrażenie, że gdzieś już się widziałyśmy.- powiedziała Sakura wstając i podchodząc do dziewczyny.
- Możliwe. Niczego nie wykluczam. – uśmiechnęła się fioletowooka.
- Sasuke, chyba nie miałaś jeszcze przyjemności zobaczyć? – zapytała Sakura.
- Nie miałam, ale mam nadzieję, że się poznamy. – skierowała wzrok na chłopaka, który uporczywie wpatrywał się w różowowłosą.
- Tak więc, Sasuke robi za mojego „ojca”, kiedyś należeliśmy do jednej drużyny, która się rozpadła przez nieprzyjemne wydarzenie mające miejsce dawno temu. – wytłumaczyła.
- Ale chyba nie jesteście spokrewnieni? – zażartowała Miyoko na słowo „ojca”.
- Nie i na całe szczęście. – zachichotała Sakura. – Wątpię byśmy razem ze sobą wytrzymali w jednej rodzinie.
- Tak, szczególnie przy Twoim temperamencie. – dodał Sasuke.
- Ale mniejsza o to. Wiesz już co będziesz robić w najbliższym czasie? – zapytała poważnie różowowłosa.
- Tak. Mam opiekować się Gaarą co było oczywiste od pory kiedy
Shukaku opuścił jego ciało.
- Tak, ale Miyoko. Będziesz miała więcej obowiązków niż Ci się wydaje. Gaara jest śmiertelnie chory. – wtrąciła blondynka.
- Ale to nie możliwe. – zaprzeczyła Miyoko.
- Możliwe. Chyba, że uda mi się go wyleczyć, a jak nie. To trzeba będzie odbić naszego demona. – powiedziała Sakura.
- A ja nawet wiem jak. Lidera stracili. Więc pewnie teraz walczą o względy. – powiedział pewny siebie Uchiha.
- Z kąt ta pewność? – zapytała podejrzliwie Sakura, posyłając mu ironiczny uśmiech.
- Z kąt ten uśmiech? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Dobra skończcie, bo za chwilę zaczniecie się kłócić. – przerwała Miyoko.
- Masz rację sorry. – powiedziała Sakura. – A teraz mam jedno konkretne pytanie, ale Gaara też musi przy tym być więc chodźmy do niego. – dodała i skierowała swoje kroki do pokoju chorego, a reszta za nią.
*
- Gaara musimy porozmawiać. – powiedziała w progu różowowłosa.
-
Sensei wysłuchaj tego. To jest rozkaz. – wtrąciła Miyoko, dobrze wiedząc, że tym samym go sprowokowała do jakiegokolwiek ruchu. Czerwonowłosy nic nie odpowiedział.
- Gaara jesteś chory. Twoja wada serca powiększa się. Są tylko dwa wyjścia doprowadzenia Cię do stanu, że tak powiem używalności. – wyjaśniła Sakura.
- Albo zgodzisz się na kurację, która zapewne będzie ciągła się dość długo, albo wyślesz ludzi którzy odbiją Shukaku. – przerwała jej fioletowooka.
- To i tak nie ma sensu. – odpowiedział.
- Chcesz zmarnować swoje życie, bo zabrali Ci zabawkę. – wtrącił Sasuke. – Ja zmarnowałem dla głupiej zemsty...
Sakura nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą usłyszała. „On naprawdę żałuje.”- pomyślała, a kruczowłosy ciągnął dalej.
– Swoje dzieciństwo… Rozwaliłem świetną drużynę. Być może najlepszą w wiosce. A ty chcesz zrobić to samo co ja i pozbawić wioskę takiego przywódcy. Nie sądziłem, że jesteś tak słaby.
- Przestań Sasuke. – powiedziała Temari.
- Chodź raz się z nim zgadzam. – wtrąciła Sakura.
- Chcąc czy nie chcąc masz rację. – powiedział od niechcenia Kazekage.
- „I oto mi chodziło.” – odpowiedział w myślach czarnowłosy.
- Temari przygotuj trzyosobową drużynę. – rozkazał Gaara.
- To nie będzie potrzebne. – odpowiedziała. – Drużynę już mamy. Sasuke, Sakura i Miyoko jedziecie jako jedna drużyna, ale za nim. Sakura zrobisz jakieś lekarstwo dla naszego „oświeconego”. Sasuke idziesz teraz do Bakiego po wszystko co wam będzie potrzebne. Miyoko wiesz gdzie szukać gurdę Gaary? – fioletowooka skinęła głową. – No i wszystko gra i gwizda. – uśmiechnęła się.
- Temari czy ty sobie czegoś nie pomyliłaś, ja jestem od wydawania rozkazów. – oburzył się Gaara.
- Przepraszam braciszku, ale na czas twojej choroby ja rządzę razem z Kankuro, który się Tobą zajmie podczas mojej nieobecności.
- Jasne. – westchnął.
- Ok, a gdzie mam szukać Bakiego? – spytał Sasuke.
- W siedzibie ANBU. – odpowiedziała po czym kruczowłosy wyszedł.
- Temari wskaż mi proszę Twoje laboratorium. – powiedziała Sakura.
- Chodź za mną. Zostawiam was samych. – powiedziała Temari i pociągnęła różowowłosą ze sobą.
- No i jesteśmy sami. – stwierdziła Miyoko.
- Tak, nareszcie. Poproszę o tę informację, którą masz mi przekazać.
- Proszę tylko nie wiem poco mi ją zapisano niewidzialnym tuszem na ręce. – powiedziała podchodząc i siadając na skraju łóżka sensei.
- Po to by nikt jej nie odczytał. Tak tutaj przekazuje się informacje. – wyjaśnił. – A teraz pokaż rękę.
- Chwila muszę to ściągnąć. – powiedziała ściągając żakiet. – Proszę. – Gara spojrzał na jej rękę i wypowiedział bezgłośnie jakieś słowo i wszystkie litery się pokazały.
„Kolejna wojna i to jeszcze z Orochimaru. Czy on nigdy nie daje za wygraną?” – pomyślał z westchnieniem po odczytaniu.
- Kolejna wojna? – spytała.
- Tak, niestety z Orochimaru. Naruto też pewnie dostał tę wiadomość.
- Hokage?
- Tak, jest nim od niedawna. Nie mówiłem Ci?
- Możliwe że tak, ale pewnie skupiłam się na czymś innym.
- Na czym?
- Nie ważne.
- Powiedz. – rozkazał. Miyoko nie zaprzeczyła tylko odpowiedziała szeptem.
- Chodzi o moją rodzinę.
- Słucham. – powiedział głosem domagającym się wyjaśnień.
- Ostatnio dostałam list bez nadawcy, w którym było napisane, że moi rodzice nie żyją, i że mam siostrę, która jest w moim wieku.
- To takie straszne? – zapytał z lekkim uśmiechem.
- Nie, ale szokujące. Przez całe życie, według tego listu, byłam okłamywana. A co najlepsze, na ostatnim treningu zauważyłam, że mam za wielką charę i strasznie zwężają mi się źrenice jak u kota.
- Wygląda na to, że budzi się w Tobie twoje prawdziwe „ja”.
- Tak, tylko każdy mój atak jest już śmiertelny. Nie złość się. Dziś rano rozwaliłam cały las. – powiedziała ze skruchą.
- Zabiję, zabiję. Wiesz jak tu wolno rośnie jakaś roślinność, a co dopiero drzewa. – warknął.
- A mówiłam sensei „nie złość się” to Ty swoje i jak tu dojść z Tobą do porozumienia. I pomyśleć, że znamy się okrągłe
pięć lat. – westchnęła.
- Moje lasy. Moje kochane lasy. – rozpaczał.
„Niedługo buchnie śmiechem, znając życie.” – pomyślał.
Miyoko zachichotała.
- Tak, tak, kochane lasy. Zaraz się popłaczesz sensei? – roześmiała się.
„A nie mówiłem.” – westchnął w myśli i uśmiechnął się.
- A tak przy okazji jak już rozpaczamy. To jeszcze jedna zła wiadomość. – oznajmiła po chwili śmiechu.
- Też coś rozwaliłaś?
- Nie Ja. Tylko Kankuro przesadził. On zaczyna mnie wkurzać i niestety ostatnio o mały włos nie złamałam mu tego i owego. – zaczęła się śmiać.
- No to pół biedy. – westchnął. – Nie powinnaś już iść?
- Niestety powinnam. Ale zbytnio nie chce mi się. Już bym wolała spędzić całe życie na najtrudniejszych treningach niż wytrzymać z tą dwójką, którą trzeba co chwilą rozdzielać.
- O tak. Oni są trudni do opanowania. Znam tylko jedną osobę, której nie wchodzą na głowę.
- Opowiesz mi kiedy indziej, bo niestety muszę już iść i wziąć tę Twoją gurdę.– powiedziała i wstała z łóżka.
- A wiesz gdzie jest?
- Jak sądzę albo jest w szafie pod stertą Twoich ubrań, których nie układasz, albo w gabinecie, w którym papiery się piętrzą.– oznajmiła złośliwie dodając epitety.
- Musiałaś?
- Co, sensei?
- Dodać te określenia. A w ogóle kto Ci pozwolił grzebać w moich rzeczach?
- A przepraszam bardzo ktoś mnie prosił o odebranie czegoś z pralni. To o co masz wąty, co?
- Dobra skończmy już, bo zaraz źle to się skończy. – powiedział odwracając twarz w stronę okna.
Miyoko podeszła do szafy i otworzyła ją. Zerknęła na sam dół i tak jak się spodziewała. Gurda leżała pod stertą ubrań. Wyjęła ją delikatnie i postawiła na podłodze. Gaara obserwował jej każdy ruch. Musiał przyznać, że dziewczyna jest bardzo delikatna chociaż, że zgrywa twardzielkę. „Gaara robisz się miękki przez nią i Naruto. Skończ z tym, bo nie wiadomo jak to się skończy.” – upomniał się w myślach.
Miyoko zamknęła szafę i wzięła gurdę chcąc już wyjść i opuścić ten pokój i jego mieszkańca.
- Uważaj na siebie. – powiedział Gaara, gdy była już przy drzwiach.
- Dobrze, sensei. – uśmiechnęła się i wyszła.
*
Sasuke błądził po uliczkach wioski. Po kilkunastu minutach nareszcie znalazł to czego szukał. Kruczowłosy stanął przed siedzibą ANBU. Niechętnym krokiem wszedł do środka.
Wszedł do holu, po prawej stronie znajdowało się biurko Miyoko co go zdziwiło, a po lewej biurko Bakiego, który właśnie za nim siedział. Pomieszczenie było w jasnych barwach kolorach pomarańczy. Podszedł do biurka Bakiego.
- Witam. Temari kazała wziąć najważniejsze rzeczy do wielodniowej wyprawy po Shukaku. – wyrecytował.
- Tak, słyszałem. – odpowiedział przeciągle. – Proszę za mną. – dodał, po czym wstał od biurka i swe kroki skierował w głąb holu i skręcił w lewo. Sasuke szedł krok w krok z nim. Weszli do jakiegoś pokoju, w którym jak się spodziewał było to czego potrzebował najbardziej.
- Zostawię Cię samego wybierz coś i wróć do mojego biurka. – powiedział zostawiając go samego.
„No pięknie. Tylko czym Sakura walczy?”- zapytał w myśli.
Po godzinie wyszedł z pomieszczenia i tak jak kazał mu Baki wrócił do jego biurka. Zdał raport co wziął i wrócił do domu Gaary.
*
-Temari, gdzie jest ten lek, który położyłam tu przed chwilą. – powiedziała Sakura krzątając się po laboratorium.
- Już niosę. – odpowiedziała. Podeszła do różowowłosej i podała jej jakąś substancję.
- No to ostatni składnik i będzie gotowe. – oznajmiła i wzięła od blondynki lek. – Gotowe. Chodź idziemy zanieść to Gaarze.
Kobiety wyszły z laboratorium, które znajdowało się dwie przecznice od domu Kazekage. Gdy wracały napotkały Sasuke, który kurczowo nad czymś rozmyślał.
- Witaj Sasuke. Dość szybko się uwinąłeś. – oznajmiła Temari.
- Cześć. Jak widać, ale mam pytanie do Sakury. – zielonooka spojrzała na niego pytająco. – Czym ty walczysz?
- Ale pytanie. Wszystkim zaczynając od jakiś gałęzi kończywszy na najcięższej broni. – odpowiedziała chłodno.
- No to dobrze. Mam nadzieję, że kunaie i shurikeny plus katana Ci odpowiadają.
- Taa… Może być. – odpowiedziała krótko.
- Chodźmy, bo nie wiadomo jak sobie radzi Miyoko. – wtrąciła Temari.
- Tak. – przytaknęła Sakura. Drogę do domu Gaary przebyli w milczeniu.
*
Miyoko siedziała w salonie. Zastanawiając się nad wszystkimi wydarzeniami dzisiejszego dnia. „Niby zwykł dzień, a jednak coś mi tu nie gra. Gaara hmmm… Czy on zawsze musi nawiedzać moje myśli. Może i jest w moim wieku, może i jest jedyną osobą dla której się otworzyłam, ale chyba go nie darzę żadnym szczególnym uczuciem. Raczej to by było moją oznaką słabości. A słaba nie jestem…” – rozmyślania przerwały jej głosy dochodzące z przedpokoju.
Wstała i wyszła do przybyszów. Wyglądali dość komicznie. Cała trójka przepychała się i rozrzucała zawartości plecaków, które trzymał Sasuke. Głośno się śmiali. Miyoko uśmiechnęła się do nich.
- Wyglądacie jak dzieci. Nie mogliście wejść pojedynczo. Teraz sami widzicie efekty waszego wchodzenia, o ile tak to można nazwać. – roześmiała się.
*
Gaara leżał i nasłuchiwał śmiechów dochodzących za drzwi jego pokoju. Dwa śmiechy były dla niego bardzo znajome. „Temari i Miyoko.” – pomyślał. Po chwili śmiechy ucichły, a on zasnął.
Komentuj